
Jak nagrać demo zespołu weselnego, które zdobywa klientów? Kompleksowy poradnik i kulisy pracy Midar Studio
19 czerwca, 2026
Sesja ślubna w górach: Gdzie zrobić plener? | Midar Studio
7 lipca, 2026Sesja ślubna w Szwajcarii – wodospady, góry i spontaniczna przygoda Oli i Mateusza
Niedzielny start i szybka decyzja: działamy od razu
Są sesje ślubne, które planuje się miesiącami. I są takie, które zaczynają się dokładnie w momencie, kiedy samolot dotyka pasa startowego. Sesja ślubna Oli i Mateusza w Szwajcarii zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To była prawdziwa sesja ślubna w szwajcarii.
Wylecieliśmy w niedzielę rano, szybki lot, szybkie lądowanie i… zero zwiedzania na start. Para młoda odebrała nas z lotniska i praktycznie od razu ruszyliśmy na zdjęcia ślubne. Dlaczego? Bo prognozy były bezlitosne – kolejne dni miały przynieść deszcz.
A w fotografii ślubnej i filmowaniu sesji plenerowych jest jedna zasada: jak masz dobre światło i pogodę – wykorzystujesz to na maksa.
Mürren i Gimmelwald – pierwszy dzień do ostatniego światła
Pierwszego dnia trafiliśmy do dwóch absolutnie klimatycznych miejsc: Mürren i Gimmelwald. Jeśli ktoś zna Alpy, to wie, że to lokalizacje, które robią ogromne wrażenie już na żywo, a na zdjęciach ślubnych potrafią wyglądać wręcz nierealnie.
Przestrzeń, góry, światło i cisza – wszystko razem tworzyło idealne warunki do sesji ślubnej. Pracowaliśmy praktycznie bez przerwy, łapiąc kolejne kadry, szukając światła i wykorzystując każdą chwilę dobrej pogody. Zdjęcia robiliśmy aż do nocy. Dosłownie. Ostatnie ujęcia powstawały już przy bardzo miękkim, końcowym świetle, które w filmie ślubnym daje niesamowity efekt.
Powrót? Bardzo późny. Ale dokładnie taki, jaki powinien być po dniu dobrze wykorzystanym. Na noc zatrzymaliśmy się dzięki uprzejmości cioci pani młodej, co tylko pokazuje, że w takich wyjazdach oprócz pracy jest też miejsce na ludzką życzliwość i świetną atmosferę.
Grindelwald – chmury, które zrobiły klimat
Drugi dzień zaczęliśmy wcześnie. Bardzo wcześnie. Kierunek: Grindelwald. Plan był prosty – zdjęcia ślubne na tle Alp. Pogoda? No cóż… nie do końca taka, jaką by się zamawiało. Było pochmurno, ale właśnie w tym tkwił cały klimat.
Chmury malujące się na szczytach gór zrobiły coś, czego nie da się zaplanować. Dodały głębi, dramaturgii i tego „czegoś”, co sprawia, że fotografia ślubna wychodzi poza standardowe pocztówkowe kadry. Z perspektywy fotografa ślubnego to były idealne warunki. Miękkie światło, brak ostrych cieni i naturalna scenografia, która robi połowę roboty za nas.
Lauterbrunnen i wodospady – klasyka, która nigdy się nie nudzi
Po Grindelwald wróciliśmy w rejony z dnia pierwszego, czyli do Lauterbrunnen. To miejsce, które jest absolutnym klasykiem jeśli chodzi o sesje ślubne w Szwajcarii.
Plan? Zdjęcia pod wodospadem. I choć brzmi to jak coś oczywistego, to w praktyce zawsze wymaga trochę kombinowania. Światło, wilgoć, ruch wody – wszystko musi się zgrać. Ale kiedy się uda, efekt jest dokładnie taki, jak trzeba. To właśnie takie ujęcia często trafiają później do filmu ślubnego jako najmocniejsze, najbardziej „filmowe” momenty.
Thunersee i St. Beatus Waterfall – różnorodność w jednym dniu
Na tym jednak nie skończyliśmy. Kolejny przystanek – druga strona jeziora Thunersee i okolice St. Beatus Waterfall. Zupełnie inny klimat, inne światło, inne kadry. I to jest właśnie największa zaleta takich wyjazdowych sesji ślubnych – różnorodność.
Odpaliliśmy też drona, żeby nagrać coś więcej niż tylko klasyczne ujęcia. I tutaj trafił się świetny moment – przejazd pary młodej przez mini tunele na drodze. Prosty motyw, ale w filmie ślubnym wygląda to naprawdę świetnie. To są właśnie te detale, które robią różnicę.
Parkhotel Gunten – miejsce, które zostaje w głowie
Trzeci dzień miał trochę inny charakter. Pomagaliśmy przy stylizowanej sesji ślubnej, która odbywała się w Parkhotel Gunten. I trzeba przyznać jedno – to miejsce robi ogromne wrażenie. Idealne pod fotografię ślubną, eleganckie, klimatyczne i pełne świetnych kadrów.
Niestety, nie mogliśmy brać udziału w samej sesji jako fotograf ślubny czy kamerzysta, co trochę boli, bo potencjał był ogromny. Ale zamiast tego wykorzystaliśmy czas na zwiedzanie okolicznych miasteczek. Ola i Mateusz zostali na sesji, a my wróciliśmy później pomóc im się zebrać i ogarnąć całość. Taki dzień „pomiędzy”, ale nadal w świetnej atmosferze.
Powrót do Polski – tym razem na kołach
Ostatni dzień zaczął się bardzo wcześnie. I to naprawdę wcześnie. Powód był prosty – wracaliśmy do Polski. Samochodem. I choć brzmi to jak wyzwanie, cała trasa minęła zaskakująco lekko. Bez problemów, bez stresu, za to z ogromną ilością rozmów, śmiechu i wspomnień z ostatnich dni.
To był ten moment, kiedy już wiesz, że zrobiłeś kawał dobrej roboty, ale jednocześnie trochę szkoda, że to już koniec.
Sesja ślubna, która była przygodą
Sesja ślubna Oli i Mateusza w Szwajcarii to coś więcej niż tylko zdjęcia ślubne i ujęcia do filmu ślubnego. To była przygoda.
Szybkie decyzje, zmieniająca się pogoda, różnorodne lokalizacje i mnóstwo emocji – wszystko to złożyło się na materiał, który zdecydowanie wyróżnia się na tle standardowych realizacji.
Jeśli marzycie o sesji ślubnej w plenerze, niekoniecznie tej „typowej”, i szukacie fotografa ślubnego z Rzeszowa oraz ekipy, która ogarnie film ślubny w każdych warunkach – to właśnie tym się zajmujemy.
Midar Studio – fotografia ślubna Rzeszów, film ślubny Podkarpacie i sesje ślubne w Polsce oraz za granicą. Jeśli chcecie stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, odezwijcie się do nas.































































